OPOWIEŚCI STAREGO DOMU – KWIATY /1/

Kawałek lasu. W nim dom dość stary,
Co opowiadać lubi bez miary.
Czymże nas dzisiaj, czym zaciekawi?
Prośmy, o kwiatach niechaj nam prawi!

Prosicie? Proszę, jeśli ciekawię,
Zaraz opowieść barwną przedstawię.
Barwną, jak barwne są tutaj kwiaty,
Co kwitną teraz, kwitły przed laty…

Zacznę od chwili, kiedy po zimie
Troszeczkę ciepła na ziemię spłynie,
Nawet do końca śnieg nie stopnieje,
A już się dzieje, a już się dzieje!

Pierwsze są, co rok, zawsze zawilce,
W przedwiośniu, działki pewni tubylce.
By je oglądać, najlepszy ganek,
Wtedy, gdy wstaje rześki poranek.

Patrząc zeń, widać ich całe łany,
Las, aż do bramy nimi usłany.
Listki barwione żywą zielenią
Korony śnieżną bielą się mienią.

Ledwie swe oczy nimi nacieszę,
Już na werandę bardzo się spieszę.
Z niej także widok niezwykle miły,
Prymulki barwy swoje odkryły.

W ciemnozielone okrągłe listki,
Jak gdyby ręce sprawnej modystki,
Wplotły pąsowe zgrabne kielichy,
Z żółcią pośrodku, daną dla pychy.

Dróżka do furtki zdobna w szafirki,
Te nie czekając ni małej chwilki,
Barwią, choć drobne, ścieżkę wspaniale,
Nie oczekując pochlebstwa wcale.

Z treli, świergotu przeróżnych ptaków,
Poszumu wiatru i słońca znaków
Wynika, że to kwitnień początek,
Tedy rozwijam zaczęty wątek.

Czas na konwalie nadchodzi właśnie,
O nich by można napisać baśnie.
Wpierw małe kiełki, szybko wzrastają
I na dwie części się rozdzielają.

Cienka łodyżka jest z jednej strony,
Z drugiej szeroki liść odchylony,
Który wszem mówi, bez źdźbła zazdrości:
Ja drobną cząstką jestem piękności.

Ma rację, widzę to co dzień z ganku,
Siadając na nim już o poranku.
Kielichów białych dzwonki wspaniale
Poukładane, tak doskonale.

Na pędach, jakby mazurka grały.
Już sam ich widok wprost niebywały!
Do tego urok liścia dużego,
Mocną zielenią spasowanego.

Ponad zaś łany tych wspaniałości,
Wzlatuje zapach i wokół gości.
Spełnione wiosny wielkie marzenie:
Maj i konwalie, nic tu nie zmienię.

Lecz nie przestaje dalej czarować,
Nowe odkrywa, nic nie chce chować.
Krzaki lilaków stroi wiechami
Fioletem, bielą, zapachem mami.

Zapach konwalii, zapachy bzowe
Czuję zmieszane, a tu już nowe,
Z werandy bardzo dobrze widziane…
Znów to chodzenie. Niechciane? Chciane!

Krzaki jaśminów biało zielone,
Kropkami żółci przyozdobione.
Nęcą kolory. Kiedy dzień mija
I kiedy ciemność działkę owija.

Czarodziej wieczór zaczyna baje:
Trelami ptasząt muzykę daje,
Wiatrem wciąż miesza kwiatowe wonie,
Zapala gwiazdy na nieboskłonie.

Czar trwa noc całą, tak, tak, bezsenną!
Zasnąć?! Gdy każda chwila jest cenną?
Odkąd tu stoję, prawie wiek cały,
Podziwiam maja wdzięk doskonały. 

 

cdn

Michał Jakaczyński

 do góry