Poranki w czasie Adwentu są wyjątkowe. Wychodząc z domu, gdy jeszcze jest ciemno, w powietrzu czuję ciszę i spokój. Ulice dopiero budzą się do życia, a ja kieruję kroki do kościoła, gdzie płoną świece i lampiony. To właśnie Roraty – Msza święta, która ma w sobie coś niezwykłego.
Roraty to czas, w którym uczę się czekać, tak jak Maryja czekała na narodziny Jezusa. To modlitwa w blasku świateł, które rozświetlają mrok nie tylko świątyni, ale i ludzkiego serca. Każdy płomień lampionu to znak nadziei, że nawet najmniejsze światło potrafi pokonać ciemność.
Najbardziej wzruszający moment to ten, gdy do kościoła z lampionami wchodzą dzieci. Widać w ich oczach radość, prostotę i szczere pragnienie, by być blisko Boga. Przypomina mi się moje dziecko, które jeszcze małe, ale pełne ufności przychodziło na Mszę świętą. Jak wraz z innymi dziećmi czekało na spotkanie z Panem Jezusem. Patrząc na dzieci
dziś i pamiętając własne, uczę się dziecięcej wiary – ufnej, czystej, pełnej światła.
Roraty to także wspólna modlitwa, jeszcze przed codziennym zabieganiem i ważnymi sprawami. Ona dodaje sił,
jednoczy, przypomina, że w wierze nikt nie jest sam. Każdy z nas przynosi na tę Eucharystię swoje troski, pragnienia, nadzieje i razem składamy je przed Bogiem.
Ten czas adwentowych poranków pomaga mi bardziej docenić ciszę i modlitwę. W blasku lampionów łatwiej zauważyć, że Jezus naprawdę przychodzi – cicho, pokornie, ale z mocą, która rozświetla każdy mrok.
„Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (J 8, 12).
Niech Roraty staną się dla nas wszystkich chwilą zatrzymania i duchowego światła, byśmy z nową nadzieją mogli czekać na przyjście Pana.
Emilia