W czasie, gdy na wielu polskich drogach pojawiają się ślady pielgrzymów, zmierzających ku Jasnej Górze, Kościół ukazuje nam piękny ślad św. Franciszka. Szczególnie piękny, bo… kobiecy. Delikatny, ale też bardzo wyraźny. 11 sierpnia obchodzimy wspomnienie liturgiczne św. Klary z Asyżu.
Kim była, kim jest ta Święta? Zachwyca mnie, jak bardzo pasuje do niej imię. Nieprzypadkowo matka Klary takie właśnie imię wybrała dla nowo urodzonej córeczki. Jakby proroczo zapowiedziane zostało to, co działo się później. Klara, znaczy „jasna, świetlista”. Taka właśnie była…
Gdy poznała św. Franciszka, podobnie jak on, zostawiła dostatnie życie. Odtąd razem, ręka w rękę, choć każde na
miarę swojego powołania, odbudowywali Kościół... Pan Bóg splótł dwie drogi przyjaźnią i stworzył z nich jedną, realizującą dzieła, służące niebu i ludziom. Byli jak naczynia połączone. Serca w przyjaźni, ręce otwarte na wspólną pracę. Kiedy
ona przyjmowała kolejne kobiety do Wspólnoty Ubogich Pań (dzisiejsze siostry klaryski), on nadał im nazwę. Gdy on razem z braćmi wyruszył na misję do Egiptu, ona z siostrami się modliła. Patrzyli wspólnie w jednym kierunku – ku Temu, któremu cześć oddaje słynna „Pieśń słoneczna”.
Niezwykłe w Klarze było to, że choć „jasna”, nigdy nie zasłaniała sobą. W przepiękny sposób odnajdywała miejsce obok św. Franciszka. Realizowała swoje życiowe powołanie otrzymane od Boga. Była światłem, które nie oślepia.
Spróbujmy w tym czasie, gdy będziemy wspominali „jasną” świętą, pochylić się nad obecnością kobiet w Kościele.
A może ktoś zechce także odwiedzić miejsce w naszej diecezji, gdzie w sposób szczególny „czuć serce” św. Klary?
Jeśli tak… zapraszam na modlitwę do klasztoru sióstr klarysek w Skaryszewie.
Małgorzata Sar