Wrzesień… Powrót do szkoły i schyłek lata. Niewielu z nas pewnie „odnosi” obecny czas do Wielkiego Postu i Triduum Paschalnego. Jednak liturgia Kościoła w połowie tego miesiąca przez Święto Podwyższenia Krzyża Świętego (14 września) ukazuje nam tajemnicę Męki Chrystusa. Dlatego i my w kolejnej części naszego cyklu dotknijmy śladów, które w szczególny sposób łączyły z cierpiącym Jezusem nie tylko serce, ale również ciało św. Franciszka, a także jego
duchowego syna - św. Ojca Pio. Stygmaty… Znamiona Męki. Pocałunek ukrzyżowanej Miłości.
Temat tych niezwykłych znaków wciąż budzi wielkie emocje zarówno w ludziach upatrujących w nich dar Bożej
łaski, jak i w tych, którzy doszukują się kontrowersji, czy nawet oszustwa. Naszym zadaniem nie jest jednak prowadzenie „dziennikarskiego śledztwa”. Spróbujmy raczej rozważyć, w jaki sposób tajemnica ran Chrystusa na ciele Biedaczyny
z Asyżu i „Apostoła konfesjonału” z San Giovanni Rotondo może stać się dla nas śladem na drodze wiary.
Choć życie tych Świętych dzieli kilka wieków i różny jest też czas noszenia przez nich stygmatów (Franciszek – dwa lata; Ojciec Pio – pięćdziesiąt lat), to jednak w podobny sposób zostali zjednoczeni z Ukrzyżowanym. Obaj też otrzymali znamiona właśnie we wrześniu, w bliskości Święta Podwyższenia Krzyża Świętego. Obaj także stali się znakiem dla innych.
Duchowość franciszkańska skoncentrowana jest na trzech filarach, w których Franciszek dostrzegał pokorę i uniżenie Pana Jezusa. Te trzy filary to tajemnica: Żłóbka, Eucharystii i Krzyża. Święty miał wielką miłość do Ukrzyżowanego i często kontemplował Jego cierpienie. W 1224 roku, kiedy przeżywał post na górze La Verna, zobaczył anioła – jakby na krzyżu. Wtedy właśnie otrzymał znamiona Męki – rany w rękach, stopach i boku. Pozostały na ciele świętego aż do śmierci.
Ojciec Pio został obdarzony stygmatami, gdy po odprawieniu Mszy świętej modlił się przed krzyżem na chórze w kościele. Kilka tygodni wcześniej miał wizję Chrystusa i od tamtej pory doświadczał duchowej rany serca, ale tego poranka,
20 września 1918 roku, na jego ciele pojawiły się widoczne znaki, które całkowicie zanikły dopiero po śmierci.
Rany w boku, na dłoniach, stopach i… jeszcze jedna, o której nigdy nikomu nie powiedział. Nikomu oprócz… młodego kapłana z Polski, z którym rozmawiał w 1948 roku. Ten młody kapłan zwierzył się później swojemu przyjacielowi, mówiąc: „Zapytałem, który ze stygmatów sprawia mu największy ból. Byłem przekonany, że to ten w sercu. Ojciec Pio bardzo mnie zaskoczył, mówiąc: „Nie, najbardziej boli mnie ten na ramieniu, o którym nikt nie wie i który nie jest nawet opatrywany”. Ten stygmat sprawiał największy ból”. Kapłanem, któremu Ojciec Pio przekazał swój sekret był… przyszły Papież, Karol Wojtyła. Przez wiele lat nikt inny nie usłyszał o najboleśniejszej ranie na ramieniu, a jej istnienie zostało odkryte przez współbraci w San Giovanni Rotondo dopiero po śmierci Ojca Pio. Jakże to podobne do Świętej Rany na Ramieniu samego Chrystusa, o której tak mało ludzi wie…
W jaki sposób do nas przemawiają te wymowne i pełne cierpienia ślady św. Franciszka oraz jego duchowego syna? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć osobiście. Każdy sam musi stanąć wobec Chrystusa, odkryć przed Nim to wszystko, co pokaleczyło albo wciąż kaleczy serce. Sam także musi zatrzymać się i wpatrzeć w Jego rany. Tu nie ma algorytmu. Jedyne, czego potrzeba to PRAWDA. Bez maski, bez udawania, bez strategii. Wtedy On, przez swoje święte rany, jaśniejące chwałą, będzie nas strzegł, zachowywał i prowadził.
Małgorzata Sar